[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Po zakończeniu ćwiczenia jogirozejrzał się dokoła z ożywieniem, gotów do rozpoczęcia seminarium.Kiedy już słuchacze się zebrali, znalezli sobie krzesła i zajęli miejsca,wszystkich, łącznie z doktorem Taylorem, ogarnęło uczucie nieprzyjemnegoskrępowania.Nie dotyczyło to oczywiście doktora Ardena, który na pytającespojrzenia reagował kamienną twarzą.Kiedy już poprawianie się na krzesłach,szuranie nogami, drapanie się po głowach, pokasływanie, wycieranie nosów,zapalanie papierosów i żucie gumy przeciągało się nieznośnie długo, jeden zesłuchaczy poirytowany zwrócił się do doktora Ardena: No i co dalej?Był to posterunkowy Schultz, potężny mężczyzna o siwych kędzierzawych włosach iz głębokimi cieniami pod oczyma.Doktora Ardena wszystko to najwyrazniej bawiło.Lubował się pełną skrępowaniaciekawością, niepewnością i rezerwą ludzi, którzy znalezli się w tej zupełniedla siebie nowej sytuacji.Były to ich pierwsze zajęcia na kursieeksperymentalnym.Doktor Arden obojętnie wzruszył ramionami. Co chcecie  odparł. Wszyscy dostali spis lektur i terminy dyskusji nadposzczególnymi książkami.Słuchacze pochylili się nad odbitą na powielaczu listą; niektórzy spoglądali nazegarki, ktoś nerwowo wygładzał brzegi notatnika. Ale na ten tydzień nie została przewidziana żadna465książka  odezwał się jeden z nich.Wszyscy popatrzyli w tamtą stronę, jakbyoczekiwali wskazówek. A w rozkładzie zajęć mamy dwie godziny.Czy zamierza panskrócić dzisiejsze seminarium z tego powodu, że jest to pierwsze spotkanie i żenie mamy tematu do dyskusji?I znów przyjacielskie, ale obojętne wzruszenie ramion. Czy mogą o coś zapytać?  odezwał się ktoś siedzący pośrodku. Ależ naturalnie  odpowiedzieli chórem doktor Ar-den i Taylor.Pełne niedowierzania pytanie, wypowiedziane niskim, twardym głosem  słuchaczwpatrywał się w blat stołu, ale liczył, że słowa jego dotrą do wszystkich: Malcolm X występuje na liście jako amerykański autor? Czy rzeczywiściemożna go za takiego uważać? Hej, mamy na tej liście i pornografię. Mężczyzna siedzący koło doktoraTaylora spojrzał oskarżycielsko najpierw na niego, a potem na doktoraArdena. Gdzie? Gdzie, Bradley? Które pozycje masz na myśli? Może byśmy je przeczytaliw pierwszej kolejności?  Błazen etatowy zebrał oczekiwane żniwo śmiechów.Doktor Arden skomentował spokojnie: To zależy od tego, co pan uważa za pornografię, panie Bradley.Bradley uniósł głowę, przymrużył oczy i wskazując palcem podejrzany tytuł naliście powiedział: Nie co j a uważam za pornografię, tylko co prawo uważa za pornografię.Niedalej jak dwa miesiące temu zrobiliśmy najazd na jedną z księgarń i ta właśnieksiążka znalazła się wśród pozycji skonfiskowanych. Tak  powiedział siedzący koło niego mężczyzna. Ale założę się, że sąd nieuznał jej za pornografię. Rzeczywiście  odparł Bradley zjadliwie  sądy ogromnie nam pomagają.Uprzyjemniają nam pracę. Mam nadzieję, panie Bradley  odezwał się doktor Arden  że do reszty listynie będzie pan miał zastrzeżeń. Owszem, na pewno będzie miał do punktu szóste-466go. Głos był bezbarwny, głęboki, prawie bez modulacji.Jego posiadacz miałdługie ciemne włosy i starannie przystrzyżoną czarną brodę, zarastającą policzkii dolną szczękę.Niebieski półgolf, który miał na sobie, podkreślał niezwyklejasny błękit oczu, zaskakujący u kogoś o tak śniadej cerze.Oczy te spoczęły naposterunkowym Bra-dleyu. Chodzi mi o Hiroszimą Johna Herseya. Dlaczego uważa pan, że pan Bradley miałby coś przeciwkoHiroszimie?  zapytał doktor Arden.Pochylił się nieznacznie do przodu,ukrywając w złożonych dłoniach cybuch fajki. Może panowie zechcą się przedstawiać zabierając głos, dobrze? Pan jest. Peter Caputo.Posterunkowy Caputo.Czy też darujemy sobie stopień i numersłużbowy? Myślę, że zachowamy status cywilny, jeśli to wszystkim odpowiada. DoktorArden popatrzył na każdego po kolei oczekując zaprzeczenia lubpotwierdzenia, ale nikt się nie odezwał. No więc, panie Caputo, skąd takiedomniemanie?Wzrok Caputo powrócił do Bradleya, który poruszył się niespokojnie.Potem Caputouśmiechnął się  kąciki ust uniosły się lekko w gąszczu czarnej brody  inieznacznie wzruszył ramionami. Może się mylę  powiedział z lekkim naciskiem, który niepozostawiał wątpliwości co do tego, że jest pewien swojej racji.Na sali zapanowało dziwne napięcie.Emanowało z posterunkowego Bradleya, którypochylił się do przodu, gwałtownym ruchem zdusił niedopałek papierosa w pełnejpopielniczce, a następnie zerwał się i opróżnił ją do metalowego kosza naśmieci.Rozległy się ciche szepty, żarty, przeglądano spis lektur. A właściwie kto sporządził tę listę, jeśli można wiedzieć?  zapytał ostrymtonem krótko ostrzyżony mężczyzna.Uniósł podbródek i przechylił na bok głowę,żeby nadać swoim słowom moc oskarżycielską.Był to właśnie ten ton, którego tak nie cierpiał doktor Taylor: ton, jakimpolicjant chce upokorzyć, speszyć, zbić467Xz tropu, wyrazić odmową lub rozkaz.Stykał sią z nimi na zajęciach dziennych iwieczornych  z ludzmi w średnim wieku nie przystosowanymi i nieprzyzwyczajonymi do tego, żeby to ich pouczano. Dlaczego, do diabła, nie powie otwarcie, co ma na myśli, jeśli ma zamiarkomentować czasy, w których żyje? Dlaczego musimy brnąć przez to wszystko, żebyzrozumieć, co chciał przez to powiedzieć? Czy może mi pan wyjaśnić, doktorzeTaylor, ale tak naprawdę, dlaczego muszą poznać całą literaturę, żeby dostaćdyplom w szkole policyjnej? Człowiek kulturalny, panie McCarthy, powinien wiedzieć coś niecoś oprzeszłości, zaznajomić się z tym, co przekazały nam wielkie dzieła literaturynaszych przodków o naturze człowieka, żebyśmy w obliczu przemian społecznych,które wydają nam się bez precedensu i niezrozumiałe, mieli sią na czym oprzeć.Być może rozszerzymy w ten sposób zakres swoich wiadomości.Możemy się cofnąćdwa tysiące lat wstecz i przekonać, że uczeni starożytnej Grecji i Rzymuuważali, że świat schodzi na psy i że  dzisiejsza młodzież". Ja panu coś powiem, doktorze Taylor.Ja tam się nie muszę cofać żadne dwatysiące lat.Ja bardzo dobrze pamiętam czasy, kiedy byłem chłopcem; to były latatrzy-dzieste-czterdzieste, kiedy młodzież znała mores.Takim łobuziakomwystarczyło, że się policjant pokazał, i już byli grzeczni.A porządne laniepałą przez tyłek sprowadziło na dobrą drogę więcej potencjalnych morderców izłodziei niż wszystkie książki, jakie zostały kiedykolwiek napisane.Krótko ostrzyżony mężczyzna przedstawił się jako wywiadowca John Cassidy. Lista lektur została sporządzona, panie Cassidy, przez komitetskładający się z członków grona profesorskiego  odparł doktor Arden tonemwyjaśnienia. Dość szczególna to lista, jeśli mam być szczery rzekł Cassidy [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • gieldaklubu.keep.pl
  •